Otoko przeżyła młodzieńczy romans, którego konsekwencje na lata naznaczyły jej życie. Udało się jej w końcu otrząsnąć z dawnych wydarzeń, a obecnie spełnia się w malarstwie. Ōki jest od niej sporo starszy i wydaje się, że już rozliczył się z minionymi latami. Wiedzie uporządkowane życie, jest uznanym pisarzem, a jego najsłynniejsza powieść nawiązuje do tamtego romansu.
Mimo slow narracji, która niejako wprowadza odbiorcę Piękna i smutku w powolny, przyjemny rytm czytania, echa przeszłości bohaterów pozostają wciąż żywe – można nawet powiedzieć, że intensywnie żywe. Rozdźwięk między spokojnie nakreślonymi słowami a eksplozją emocji, wspomnień, potrzeb i pragnień dają efekt ciszy przed burzą, a po jakimś czasie, gdy już zostajemy bardziej wessani przez historię, czujemy się jak w oku cyklonu, czyli nadal bezpiecznie obserwujemy akcję, ale już z innej perspektywy, od środka.
Powieść uzmysławia nam, jak misternie utkane są nasze życia. Nigdy nie żyjemy w próżni, oddziałujemy na innych, inni oddziałują na nas. Nasze sploty czasem są tylko nasze, niekiedy łączą się ze splotami innych, a ich – z jeszcze innymi. Zdarza się, że coś się pruje albo że łatamy dziurę. W ten sposób powstaje mozaika złych i dobrych decyzji, a także: piękna i smutku. One się nie wykluczają, one współgrają.
Nigdy nie wiemy, jak bardzo jedna decyzja może wpłynąć na bieg życia – naszego i innych. Otoko oraz Ōki też nie wiedzieli, ale zaryzykowali. Bo innej drogi nie ma. I choć nie przyniosło im to „I żyli długo i szczęśliwie”, ich najbliższym tym bardziej, to udało im się celebrować świat i to, co ludzkie – z całym pięknem i smutkiem, które się z tym wiążą.
Yasunari Kawabata, Piękno i smutek